jestem w trudnej sytuacji.
przede mną decyzja która zasadniczo wpłynie na moje życie.
sam sobie jestem winien.
dostałem wsparcie ze strony przyjaciół.
bardzo mi pomogło.
ze strony rodziny jest nieco inaczej.
okazuje się, że standardowe pytanie typu: 'jest tak i tak, i nie wiem co zrobić, co ty byś zrobił na moim miejscu?'. proszę tylko o radę. dostaję odpowiedź, którą można w skrócie zamknąć w tych słowach: 'jesteś głupi, nie starałeś się to masz, jesteś tchórz'
obrót na pięcie.
exit.
jak to dobrze, że na rodziców zawsze można liczyć.
szczególnie w tych ciężkich sytuacjach...
przede mną decyzja która zasadniczo wpłynie na moje życie.
sam sobie jestem winien.
dostałem wsparcie ze strony przyjaciół.
bardzo mi pomogło.
ze strony rodziny jest nieco inaczej.
okazuje się, że standardowe pytanie typu: 'jest tak i tak, i nie wiem co zrobić, co ty byś zrobił na moim miejscu?'. proszę tylko o radę. dostaję odpowiedź, którą można w skrócie zamknąć w tych słowach: 'jesteś głupi, nie starałeś się to masz, jesteś tchórz'
obrót na pięcie.
exit.
jak to dobrze, że na rodziców zawsze można liczyć.
szczególnie w tych ciężkich sytuacjach...
- Mood:
angry - Music:thr3efold - it will never be
dawno nie pisałem (śmiech ze strony najbliższych przyjaciół - ponad rok), ale tak się złożyło, że nie czułem potrzeby, teraz sytuacja się zmieniła.
status mojego życia rozbiłem na kilka podstawowych wartości/miejsc które są dla mnie ważne: miłość, przyjaźń, rodzina, praca, edukacja. kolejność nieprzypadkowa. generalnie w ciągu wakacji było w porządku, nic się nie działo, odbębniłem praktykę w lipcu, dostałem za nią niewielkie wynagrodzenie. w sierpniu zatrudniłem się w isp w katowicach na tydzień, tydzień po powrocie z wycieczki do walii. pokuszę się o stwierdzenie, że moje wakacje były na prawdę w porządku... do czasu... do czasu aż nastał wrzesień i zaczęła się przeklinana przez wszystkich studentów sesja poprawkowa. ale weźmy to po kolei.
checklist:
miłość - check
przyjaźń - check
rodzina - check
praca - check
edukacja - kurwa...(*)
*zaczęło się niewinnie - od potknięcia na egzaminie z historii francji, później było nieco gorzej, gdyż oblałem jeden z ważniejszych przedmiotów, a na dobitkę nie zostałem dopuszczony do egzaminu komisyjnego, a to zawiodło mnie niemalże bezpośrednio do egzystencjalnych przemyśleń odnośnie mojej edukacji wyższej.
i tak mój świat został podzielony między tytułowe dwa bieguny, można powiedzieć, że pomiędzy strefę chęci i przymusu. jedna każe mi się uśmiechać od ucha do ucha, a druga przygniata mnie do ziemii.
nie wiem co mam myśleć.
nie wiem co byłoby lepsze.
nie wiem co sobie postawić za cel w życiu.
nie wiem jak się z tego pozbierać.
zgubiłem się wśród swoich myśli.
status mojego życia rozbiłem na kilka podstawowych wartości/miejsc które są dla mnie ważne: miłość, przyjaźń, rodzina, praca, edukacja. kolejność nieprzypadkowa. generalnie w ciągu wakacji było w porządku, nic się nie działo, odbębniłem praktykę w lipcu, dostałem za nią niewielkie wynagrodzenie. w sierpniu zatrudniłem się w isp w katowicach na tydzień, tydzień po powrocie z wycieczki do walii. pokuszę się o stwierdzenie, że moje wakacje były na prawdę w porządku... do czasu... do czasu aż nastał wrzesień i zaczęła się przeklinana przez wszystkich studentów sesja poprawkowa. ale weźmy to po kolei.
checklist:
miłość - check
przyjaźń - check
rodzina - check
praca - check
edukacja - kurwa...(*)
*zaczęło się niewinnie - od potknięcia na egzaminie z historii francji, później było nieco gorzej, gdyż oblałem jeden z ważniejszych przedmiotów, a na dobitkę nie zostałem dopuszczony do egzaminu komisyjnego, a to zawiodło mnie niemalże bezpośrednio do egzystencjalnych przemyśleń odnośnie mojej edukacji wyższej.
i tak mój świat został podzielony między tytułowe dwa bieguny, można powiedzieć, że pomiędzy strefę chęci i przymusu. jedna każe mi się uśmiechać od ucha do ucha, a druga przygniata mnie do ziemii.
nie wiem co mam myśleć.
nie wiem co byłoby lepsze.
nie wiem co sobie postawić za cel w życiu.
nie wiem jak się z tego pozbierać.
zgubiłem się wśród swoich myśli.
- Mood:
sad - Music:http://www.youtube.com/watch?v=WznVbioZ4bE&feature=channel_page
jest tak od jakiegoś tygodnia
jak się nazywa taki stan, kiedy czujesz, że Twoje życie jest w rozsypce, ale nie takiej totalnej, tylko jakby było ze źle wyciętych puzzli, nie ma tragedii, ale jest niepokój i rozdrażnienie bo nic do siebie nie pasuje ? gdy czujesz, że czegoś Ci brakuje, ale nie jesteś w stanie stwierdzić czego, kiedy nie umiesz określić siebie jednym słowem, bo Twój humor jest rozmazany na wszystkie poziomy intensywności danego odczucia? nie jest źle, ale nie jest dobrze, nie czujesz szczęścia, ale smutkiem też tego nie można nazwać, tęsknisz za czymś, ale jednocześnie to nie jest to co najbardziej daje się we znaki?
stan o tyle przyjemny, że łatwo się ukryć przed ludźmi, którzy nie muszą wiedzieć, o ile wkurzający, bo dość trwały... Muszę przyznać, że nigdy się tak nie czułem przez tak długi czas, zawsze jakoś mój optymizm mnie z tego wyciągał, ale nie tym razem, tym razem to wraca... gdyby tak można było wyjść z siebie, stanąć obok i stwierdzić co jest nie w porządku.
nie wiem co ze sobą zrobić, przychodzę do domu i jestem w stanie przez kilka godzin zastanawiać się nad tym na co ja właściwie mam ochotę. nie za bardzo jestem w stanie sobie z tym poradzić...
wkurza mnie to, a za razem ogłupia
nie można się skupić
Gregoire
jak się nazywa taki stan, kiedy czujesz, że Twoje życie jest w rozsypce, ale nie takiej totalnej, tylko jakby było ze źle wyciętych puzzli, nie ma tragedii, ale jest niepokój i rozdrażnienie bo nic do siebie nie pasuje ? gdy czujesz, że czegoś Ci brakuje, ale nie jesteś w stanie stwierdzić czego, kiedy nie umiesz określić siebie jednym słowem, bo Twój humor jest rozmazany na wszystkie poziomy intensywności danego odczucia? nie jest źle, ale nie jest dobrze, nie czujesz szczęścia, ale smutkiem też tego nie można nazwać, tęsknisz za czymś, ale jednocześnie to nie jest to co najbardziej daje się we znaki?
stan o tyle przyjemny, że łatwo się ukryć przed ludźmi, którzy nie muszą wiedzieć, o ile wkurzający, bo dość trwały... Muszę przyznać, że nigdy się tak nie czułem przez tak długi czas, zawsze jakoś mój optymizm mnie z tego wyciągał, ale nie tym razem, tym razem to wraca... gdyby tak można było wyjść z siebie, stanąć obok i stwierdzić co jest nie w porządku.
nie wiem co ze sobą zrobić, przychodzę do domu i jestem w stanie przez kilka godzin zastanawiać się nad tym na co ja właściwie mam ochotę. nie za bardzo jestem w stanie sobie z tym poradzić...
wkurza mnie to, a za razem ogłupia
nie można się skupić
Gregoire
- Mood:
confused - Music:massive attack - butterfly caught
Ściąłem włosy.
Gregoire
Gregoire
- Mood:
curious - Music:weezer - pork and beans
Cholera...
jak tutaj jest nudno, Radzionków jest nudny, nic się nie dzieje, zabita dechami dziura ;/ Najlepsi znajomi powyjeżdżali albo pracują, reszta to Ci którzy na rozmowę na gg zaczynają i kończą jedną wypowiedzią: "hej, sorry, nie mam czasu teraz, trzymaj się". Hah, akceptowalne, ale po tym jak 3 osoba z rzędu tak odpowiedziała - zwątpiłem, wyłączyłem gg i nie mam zamiaru tam wracać zbyt często...
Mam ochotę wyjść gdzieś, np robić zdjęcia, ale nie mogę, jestem potrzebny w domu jako sprzątaczka, niania i koordynator porządku domowego pod nieobecność władzy wyższej. Fantastycznie, a potem tata wyskakuje mi z tekstem, że marnuję sobie wakacje przed monitorem nic nie robiąc. Jak już się okaże, że mogę gdzieś wyjść to pogoda na zewnątrz na to nie pozwala.
I wtedy pcha się na usta parę przekleństw, a potem człowieka wypełnia pusty śmiech.
Czekam tylko na lepszą pogodę, wezmę aparat, statyw i zostawię na drzwiach kartkę z informacją o której wrócę i zniknę. Tak po prostu, bo i tak w domu chodzę od kąta w kąt, bo ludzie nie chcą ze mną rozmawiać nawet przez internet, bo nie mam zamiaru dać się wciągnąć w jakąś bzdurną grę online, bo nie chcę, żeby mój odpoczynek w 80% polegał na wędrówkach po wirtualnym świecie...
No i jestem sam, to najbardziej mi doskwiera...
fakt, że ludzie których widzę, to moja rodzina, zdjęcia znajomych na naszej-klasie i twarze obcych gdy idę do sklepu...
Straszne...
jak tutaj jest nudno, Radzionków jest nudny, nic się nie dzieje, zabita dechami dziura ;/ Najlepsi znajomi powyjeżdżali albo pracują, reszta to Ci którzy na rozmowę na gg zaczynają i kończą jedną wypowiedzią: "hej, sorry, nie mam czasu teraz, trzymaj się". Hah, akceptowalne, ale po tym jak 3 osoba z rzędu tak odpowiedziała - zwątpiłem, wyłączyłem gg i nie mam zamiaru tam wracać zbyt często...
Mam ochotę wyjść gdzieś, np robić zdjęcia, ale nie mogę, jestem potrzebny w domu jako sprzątaczka, niania i koordynator porządku domowego pod nieobecność władzy wyższej. Fantastycznie, a potem tata wyskakuje mi z tekstem, że marnuję sobie wakacje przed monitorem nic nie robiąc. Jak już się okaże, że mogę gdzieś wyjść to pogoda na zewnątrz na to nie pozwala.
I wtedy pcha się na usta parę przekleństw, a potem człowieka wypełnia pusty śmiech.
Czekam tylko na lepszą pogodę, wezmę aparat, statyw i zostawię na drzwiach kartkę z informacją o której wrócę i zniknę. Tak po prostu, bo i tak w domu chodzę od kąta w kąt, bo ludzie nie chcą ze mną rozmawiać nawet przez internet, bo nie mam zamiaru dać się wciągnąć w jakąś bzdurną grę online, bo nie chcę, żeby mój odpoczynek w 80% polegał na wędrówkach po wirtualnym świecie...
No i jestem sam, to najbardziej mi doskwiera...
fakt, że ludzie których widzę, to moja rodzina, zdjęcia znajomych na naszej-klasie i twarze obcych gdy idę do sklepu...
Straszne...
- Mood:
disappointed - Music:linkin park - shadow of the day
Ludzie... otaczają nas wszędzie gdzie jesteśmy, są źródłem naszych problemów, przyjemności, uśmiechów, łez, złości, przyjaźni i wielu, wielu więcej. Obserwując ludzi, można tylko podziwiać to jak bardzo się od siebie różnią oraz fakt, że nie uświadczymy dwóch identycznych jednostek(nawet bliźniaki różnią się pewnymi cechami charakteru).
Generalnie nie lubię szufladkować, ale mówienie "ja jestem tolerancyjny, nie szufladkuję, nie mam niczego przeciwko innym" jest w dzisiejszych dniach raczej niemożliwe. Jestem pełen szacunku dla tych, którzy mówiąc to szczerze się tego trzymają, chociaż z drugiej strony nigdy tego nie jesteśmy w stanie do końca sprawdzić. Szufladkowanie nie jest możliwe dzisiaj, nawet podświadomie dzielimy ludzi na tych, którzy wywarli na nas dobre i złe wrażenie. Z tych, którzy zaprzeczają chce mi się po prostu śmiać, śmiać się im prosto w twarz.
To zresztą dotyczy nie tylko kwestii tolerancji, ale także wielu innych, kiedy ktoś coś robi i to maskuje, a później zaprzecza jeśli ktoś przejrzy jego działania; niezmiernie bawi mnie też mina ludzi, którzy myślą, że wiedzą najlepiej, a chwile później zostają uświadomieni, że są w błędzie; następnie są ludzie, którzy muszą mieć ostatnie zdanie w rozmowie nie zależnie od tego czy się zgadzają z rozmówcą czy nie - wtedy jest to albo stawianie na swoim, albo podświadoma(albo świadoma - kto wie) próba wyjścia jako ta mądrzejsza osoba; kolejnym typem ludzi, którzy po prostu mnie 'rozwalają' są Ci którzy się wiecznie nad sobą użalają po to, aby reszta rzekła 'tak, masz rację jesteś biedny/biedna, nie to co ja...'(to zjawisko występuje w wielu różnych dziwnych wariantach: nauki, losowych zdarzeń, pecha, itd.)
Ludzie są zaiste ciekawi w swoich sprzecznościach i nieuwadze odnośnie tego co mówią i robią. Najlepsze jest ich pewność, że nikt ich nie przejrzy. Nie chcę tutaj uchodzić za kogoś kto widzi wszystko itd. ale for God's sake... jak macie kłamać to przynajmniej pomyślcie konsekwentnie...
Gregoire
Generalnie nie lubię szufladkować, ale mówienie "ja jestem tolerancyjny, nie szufladkuję, nie mam niczego przeciwko innym" jest w dzisiejszych dniach raczej niemożliwe. Jestem pełen szacunku dla tych, którzy mówiąc to szczerze się tego trzymają, chociaż z drugiej strony nigdy tego nie jesteśmy w stanie do końca sprawdzić. Szufladkowanie nie jest możliwe dzisiaj, nawet podświadomie dzielimy ludzi na tych, którzy wywarli na nas dobre i złe wrażenie. Z tych, którzy zaprzeczają chce mi się po prostu śmiać, śmiać się im prosto w twarz.
To zresztą dotyczy nie tylko kwestii tolerancji, ale także wielu innych, kiedy ktoś coś robi i to maskuje, a później zaprzecza jeśli ktoś przejrzy jego działania; niezmiernie bawi mnie też mina ludzi, którzy myślą, że wiedzą najlepiej, a chwile później zostają uświadomieni, że są w błędzie; następnie są ludzie, którzy muszą mieć ostatnie zdanie w rozmowie nie zależnie od tego czy się zgadzają z rozmówcą czy nie - wtedy jest to albo stawianie na swoim, albo podświadoma(albo świadoma - kto wie) próba wyjścia jako ta mądrzejsza osoba; kolejnym typem ludzi, którzy po prostu mnie 'rozwalają' są Ci którzy się wiecznie nad sobą użalają po to, aby reszta rzekła 'tak, masz rację jesteś biedny/biedna, nie to co ja...'(to zjawisko występuje w wielu różnych dziwnych wariantach: nauki, losowych zdarzeń, pecha, itd.)
Ludzie są zaiste ciekawi w swoich sprzecznościach i nieuwadze odnośnie tego co mówią i robią. Najlepsze jest ich pewność, że nikt ich nie przejrzy. Nie chcę tutaj uchodzić za kogoś kto widzi wszystko itd. ale for God's sake... jak macie kłamać to przynajmniej pomyślcie konsekwentnie...
Gregoire
- Mood:
cynical - Music:mongol 800 - chiisana koi no uta
Wczoraj była burza, a ja zamiast się uczyć robiłem zdjęcia :)
Nie jestem z nich zadowolony, zdjęcia są nieco rozmyte, no i z mojego okna niewiele było widać, oto moje wypociny(wykadrowałem tylko błyskawice, reszta nie jest warta uwagi):
#1

#2

#3

#4 (moje ulubione)

#5

Gregoire
Nie jestem z nich zadowolony, zdjęcia są nieco rozmyte, no i z mojego okna niewiele było widać, oto moje wypociny(wykadrowałem tylko błyskawice, reszta nie jest warta uwagi):
#1

#2

#3

#4 (moje ulubione)

#5

Gregoire
- Mood:
dorky - Music:massive attack - antistar
Dzień dzisiejszy jest wyjątkowo piękny.
Temperatura idealna.
Lekki wietrzyk.
Siedzę w pokoju, z laptopem na kolanach i wpatruję się żółtą ścianę przede mną. Myślę... chciałoby się powiedzieć, że myślę nad życiem... ale nie, myślę nad sobą i nad muzyką której właśnie słucham. Wczoraj postanowiłem na dobre. Zrobię licencjata w kierunku, który właśnie studiuję. Nie wiem czy to dobra decyzja, nie wiem czy nie wyjdę na tym stratnie, ale z drugiej strony nie obchodzi mnie to.
Czuję dziś spokój wewnętrzny. Nic nie było w stanie zepsuć mi dziś humoru.
Zastanawiam się, czy powinienem coś w sobie zmienić. Mam zostać taki jaki jestem i pozwolić życiu toczyć się własnym torem, czy może postarać się zmienić i trochę ten tor zmienić. Obydwie strony mają swoje plusy i minusy. A jeśli się zmieniać to w którą stronę, co zmienić.
Właśnie, co zmienić? Jeśli ktoś czyta to co piszę to czekam na propozycje, to nie musi być cecha charakteru, cokolwiek. Co zmienić i dlaczego:)
Czekam na odpowiedzi.
Gregoire
Temperatura idealna.
Lekki wietrzyk.
Siedzę w pokoju, z laptopem na kolanach i wpatruję się żółtą ścianę przede mną. Myślę... chciałoby się powiedzieć, że myślę nad życiem... ale nie, myślę nad sobą i nad muzyką której właśnie słucham. Wczoraj postanowiłem na dobre. Zrobię licencjata w kierunku, który właśnie studiuję. Nie wiem czy to dobra decyzja, nie wiem czy nie wyjdę na tym stratnie, ale z drugiej strony nie obchodzi mnie to.
Czuję dziś spokój wewnętrzny. Nic nie było w stanie zepsuć mi dziś humoru.
Zastanawiam się, czy powinienem coś w sobie zmienić. Mam zostać taki jaki jestem i pozwolić życiu toczyć się własnym torem, czy może postarać się zmienić i trochę ten tor zmienić. Obydwie strony mają swoje plusy i minusy. A jeśli się zmieniać to w którą stronę, co zmienić.
Właśnie, co zmienić? Jeśli ktoś czyta to co piszę to czekam na propozycje, to nie musi być cecha charakteru, cokolwiek. Co zmienić i dlaczego:)
Czekam na odpowiedzi.
Gregoire
- Mood:
content - Music:sum41 - some say
Uświadomiłem dziś sobie(tak naprawdę i permanentnie), że jestem osobą impulsywną. Wystarczy, że ktoś przedstawi mi odpowiednie argumenty, ja całym sercem stwierdzam 'tak, on/ona ma rację' . To w sumie źle, nie podoba mi się to. Dziś właśnie przyłapałem się na tym, po rozmowie z mamą, którą zactytowałem wcześniej zrezygnowałem z drążenia tego tematu, później Margerie i okropny_kuzyn napisali swoje komentarze, które w sumie mnie przekonały, że mają rację, następnie, jedna z moich znajomych uświadomiła mi, że studia to jednak studia, że czas 'studiów' to niekoniecznie czas myślenia o przyszłości, ale czas 'studiowania'(nie mylić z uczeniem się :D).
I tak właśnie wracam do stanu wątpliwości sprzed 2 dni, jednakże tym razem nie jestem już rozdarty, lecz wiem co mam robić. Mam skupić sie na tym co jest teraz, a przyszłość sama się jakoś uformuje względem tego co robię. Czy postawię się rodzicom? Czy będę kontynuował dane studia? Czy może je zmienię? Jeszcze nic nie wiadomo.
Siedząc na łóżku, z laptopem na kolanach, patrząc na żółtą ścianę przede mną, stwierdzam, że myślenie o przyszłości należy odłożyć na 'za rok'. Chcę się nauczyć francuskiego. Jestem studentem do cholery, nie mam jeszcze 20 lat, po głupim liceum, gdzie musiałem się męczyć z przedmiotami, których nie lubiłem to mi się należy!
Pora wrócić do wesołych tonacji i optymizmu...
W pesymizmie mi nie do twarzy...
Gregoire
I tak właśnie wracam do stanu wątpliwości sprzed 2 dni, jednakże tym razem nie jestem już rozdarty, lecz wiem co mam robić. Mam skupić sie na tym co jest teraz, a przyszłość sama się jakoś uformuje względem tego co robię. Czy postawię się rodzicom? Czy będę kontynuował dane studia? Czy może je zmienię? Jeszcze nic nie wiadomo.
Siedząc na łóżku, z laptopem na kolanach, patrząc na żółtą ścianę przede mną, stwierdzam, że myślenie o przyszłości należy odłożyć na 'za rok'. Chcę się nauczyć francuskiego. Jestem studentem do cholery, nie mam jeszcze 20 lat, po głupim liceum, gdzie musiałem się męczyć z przedmiotami, których nie lubiłem to mi się należy!
Pora wrócić do wesołych tonacji i optymizmu...
W pesymizmie mi nie do twarzy...
Gregoire
- Mood:
blah - Music:sr-71 - right now
Ha! Dokładnie tak jak myślałem. Mój plan... nie... moja propozycja... nie... moja sugestia... też nie... moja propozycja sugestii planu awaryjnego studiów, czyli porzucenie francuskiego z angielskim na rzecz studiów zaocznych + pracy na stałe został ciepło i rozważnie przyjęty przez moich rodziców.
- Mamo, zastanawiałem się nad zmianą kierunku na studia za....
- Nie.
- Dasz mi dokończyć? Na studia zaoczne i równoczesną pra....
- Nie.
- Ok, cześć.
Rozłączyłem się.
Nie ma to jak mieć pełną kontrolę nad swoim życiem. Źle mi z tym, że nawet najmniejsza sprawa dotycząca MOJEJ przyszłości musi być skonsultowana z matką, ojcem, znajomymi i nie może być zbyt nowacyjna, bo co nowacyjne to szokujące... Podobnie było z pomysłem wybrania się na kierunek angielski+arabski. Wszystkich rozbawił ten pomysł. Wszyscy równo śmiali się w rytm słów "znajdź sobie jakiś normalny kierunek, bo co będziesz po tym robił, zacznij myśleć". A potem okazało się, że jednak po tym kierunku można niezłe pieniądze zarabiać i że w ogóle to to nie jest najgorszy kierunek.
Hah, great, up yours...
Moja rodzina jest w ogóle bardzo ciekawa. Wiem, że nie można jej wybrać i że rodzina się ode mnie nie odwróci(za co ją kocham i cenię), ale to mnie nie powstrzyma od krytyki. Mieszkam w akademiku, nie ma mnie w domu, mama tęskni, ale jak przyjeżdżam na weekend to najpierw jest awantura o to dlaczego przyjeżdżam w sobotę o 14 a nie w piątek o 18. I za każdym razem z obydwu stron słychać te argumenty (Mama: nie chcesz wracać, tak Ci tu źle u nas? miałbyś obiad, wszystko pod nosem; Ja: nie chce mi się, w piątek jestem zmęczony, a w sobotę nie mam zamiaru wstawac przed 9). Później, gdy awantura, tudzież wypominanie sobie wzajemnie(zależnie od humoru) zostanie zakończona, przychodzi moja ulubiona część weekendu. Sprzątanie, tak, cała sobota składa się kolejno z 2 godzin zwiedzania zakurzonych półek w moim pokoju(w którym syfi mój kochany braciszek), następnie 2 godzinne podziwianie dywanów z odległości 0,5-1,0 metra(bo musi być dokładnie poodkurzane), następnie w programie mycie klatki schodowej. Nie będę tego podliczał i dołował się wynikiem, to chyba i tak mówi samo za siebie.
Najbardziej rozbawiła mnie reakcja mojego brata pewnego dnia kiedy wróciłem do domu:
G: Cześć, jestem!
M: Po co żeś przyjechał?
G: Ciebie też miło widzieć
M: Miało Cię dziś nie być.
Takie sytuacje mnie uskrzydlają. Po prostu uskrzydlają i każą odlecieć spowrotem do akademika.
Oczywiście tak jak wspomniałem wyżej, moja rodzina jest świetna, ale nie będę opisywał tych pięknych chwil, bo te mają to do siebie, że są nudne:)
Tak więc reasumując moje wątpliwości zostały rozwiane, moja rodzina jest... hm... ciekawa.
Ale najdziwniejsze z dzisiejszego dnia jest fakt, że mam względnie dobry humor. Zaiste ciekawe dlaczego.
No nic, to wszystko,
Gregoire
- Mamo, zastanawiałem się nad zmianą kierunku na studia za....
- Nie.
- Dasz mi dokończyć? Na studia zaoczne i równoczesną pra....
- Nie.
- Ok, cześć.
Rozłączyłem się.
Nie ma to jak mieć pełną kontrolę nad swoim życiem. Źle mi z tym, że nawet najmniejsza sprawa dotycząca MOJEJ przyszłości musi być skonsultowana z matką, ojcem, znajomymi i nie może być zbyt nowacyjna, bo co nowacyjne to szokujące... Podobnie było z pomysłem wybrania się na kierunek angielski+arabski. Wszystkich rozbawił ten pomysł. Wszyscy równo śmiali się w rytm słów "znajdź sobie jakiś normalny kierunek, bo co będziesz po tym robił, zacznij myśleć". A potem okazało się, że jednak po tym kierunku można niezłe pieniądze zarabiać i że w ogóle to to nie jest najgorszy kierunek.
Hah, great, up yours...
Moja rodzina jest w ogóle bardzo ciekawa. Wiem, że nie można jej wybrać i że rodzina się ode mnie nie odwróci(za co ją kocham i cenię), ale to mnie nie powstrzyma od krytyki. Mieszkam w akademiku, nie ma mnie w domu, mama tęskni, ale jak przyjeżdżam na weekend to najpierw jest awantura o to dlaczego przyjeżdżam w sobotę o 14 a nie w piątek o 18. I za każdym razem z obydwu stron słychać te argumenty (Mama: nie chcesz wracać, tak Ci tu źle u nas? miałbyś obiad, wszystko pod nosem; Ja: nie chce mi się, w piątek jestem zmęczony, a w sobotę nie mam zamiaru wstawac przed 9). Później, gdy awantura, tudzież wypominanie sobie wzajemnie(zależnie od humoru) zostanie zakończona, przychodzi moja ulubiona część weekendu. Sprzątanie, tak, cała sobota składa się kolejno z 2 godzin zwiedzania zakurzonych półek w moim pokoju(w którym syfi mój kochany braciszek), następnie 2 godzinne podziwianie dywanów z odległości 0,5-1,0 metra(bo musi być dokładnie poodkurzane), następnie w programie mycie klatki schodowej. Nie będę tego podliczał i dołował się wynikiem, to chyba i tak mówi samo za siebie.
Najbardziej rozbawiła mnie reakcja mojego brata pewnego dnia kiedy wróciłem do domu:
G: Cześć, jestem!
M: Po co żeś przyjechał?
G: Ciebie też miło widzieć
M: Miało Cię dziś nie być.
Takie sytuacje mnie uskrzydlają. Po prostu uskrzydlają i każą odlecieć spowrotem do akademika.
Oczywiście tak jak wspomniałem wyżej, moja rodzina jest świetna, ale nie będę opisywał tych pięknych chwil, bo te mają to do siebie, że są nudne:)
Tak więc reasumując moje wątpliwości zostały rozwiane, moja rodzina jest... hm... ciekawa.
Ale najdziwniejsze z dzisiejszego dnia jest fakt, że mam względnie dobry humor. Zaiste ciekawe dlaczego.
No nic, to wszystko,
Gregoire
- Mood:
weird - Music:seether - fake it
Świat się kręci, i co gorsze, mam wrażenie że coraz szybciej. Odwracam wzrok na telewizor: pełno kolorowych, krzykliwych, agresywnych i obrzydliwych reklam wszelakich usług, wszystko szybciej i więcej. Od proszku do prania po bankowość.
Nie chcę tego oglądać.
Włączam komputer, strony internetowe na których użytkownik zasypywany jest milionem reklam, samowyskakujące okienka, które coraz częściej nie mają w rogu nawet najmniejszego 'X' i zmuszającego w/w biednego użytkownika do oglądania tego. Nawet niektóre szanujące się portale internetowe zamieniają zwykłe, stare artykuły na krótkie wersje pasujące do wzorca {obrazek+opis(max 2 zdania)+link do następnego zdjęcia}. Wszystko szybciej i więcej.
Nie, dość.
Wychodzę na zewnątrz, droga, chodnik, wszędzie szaro, ludzie pędzą we wszystkie strony chcąc załatwić jak najwięcej spraw na raz. Szum samochodów zagłusza wszystko. No i te reklamy, wszędzie, permanentnie przypominające Ci, że życie może być piękniejsze jeśli tylko kupisz to, zdobędziesz to. Wszędzie uśmiechnięte twarze, niemal wszystkie obrobione w programach graficznych, a jeśli nie twarze to oferty supermarketów albo ogólnokrajowych sieci sklepów tudzież oferty sieci komórkowych.
Miasto jest brzydkie, przebywanie w nim jest średnią rozrywką, wolę spokojną wieś, gdzie jest cicho, gdzie po zamknięciu oczu słychać tylko wiatr, bicie serca i własny oddech. Tak, wieś, to będzie pierwsze miejsce które odwiedzę w wakacje, dom mojej ciotki w górach, wezmę aparat i w ciszy i spokoju będę tam po prostu odpoczywał od miejskiego krzyku.
I wszystko będzie dobrze.
Ale świat to nie tylko reklamy. Ostatnio zbyt często zastanawiam się czy dobrze jak dotąd wybierałem, czy przypadkiem nie zmienić swojej ścieżki, nie zacząć jakoś inaczej. Czy nie lepiej poświęcić pare spraw na rzecz dopasowania się do tego życia, zrezygnować z dobrego dzisiaj na rzecz lepszego jutra? Czy robię to co naprawdę chcę robić? Czy sięgam ręką w dobrym kierunku?
To się okaże, na razie mogę tylko nad tym myśleć.
Trzymam kciuki za świat.
Gregoire
Nie chcę tego oglądać.
Włączam komputer, strony internetowe na których użytkownik zasypywany jest milionem reklam, samowyskakujące okienka, które coraz częściej nie mają w rogu nawet najmniejszego 'X' i zmuszającego w/w biednego użytkownika do oglądania tego. Nawet niektóre szanujące się portale internetowe zamieniają zwykłe, stare artykuły na krótkie wersje pasujące do wzorca {obrazek+opis(max 2 zdania)+link do następnego zdjęcia}. Wszystko szybciej i więcej.
Nie, dość.
Wychodzę na zewnątrz, droga, chodnik, wszędzie szaro, ludzie pędzą we wszystkie strony chcąc załatwić jak najwięcej spraw na raz. Szum samochodów zagłusza wszystko. No i te reklamy, wszędzie, permanentnie przypominające Ci, że życie może być piękniejsze jeśli tylko kupisz to, zdobędziesz to. Wszędzie uśmiechnięte twarze, niemal wszystkie obrobione w programach graficznych, a jeśli nie twarze to oferty supermarketów albo ogólnokrajowych sieci sklepów tudzież oferty sieci komórkowych.
Miasto jest brzydkie, przebywanie w nim jest średnią rozrywką, wolę spokojną wieś, gdzie jest cicho, gdzie po zamknięciu oczu słychać tylko wiatr, bicie serca i własny oddech. Tak, wieś, to będzie pierwsze miejsce które odwiedzę w wakacje, dom mojej ciotki w górach, wezmę aparat i w ciszy i spokoju będę tam po prostu odpoczywał od miejskiego krzyku.
I wszystko będzie dobrze.
Ale świat to nie tylko reklamy. Ostatnio zbyt często zastanawiam się czy dobrze jak dotąd wybierałem, czy przypadkiem nie zmienić swojej ścieżki, nie zacząć jakoś inaczej. Czy nie lepiej poświęcić pare spraw na rzecz dopasowania się do tego życia, zrezygnować z dobrego dzisiaj na rzecz lepszego jutra? Czy robię to co naprawdę chcę robić? Czy sięgam ręką w dobrym kierunku?
To się okaże, na razie mogę tylko nad tym myśleć.
Trzymam kciuki za świat.
Gregoire
- Mood:
numb - Music:beirut - postcards from italy
No i stało się.
Doszło do tego, że założyłem dziennik internetowy, zwany dalej blogiem.
Dlaczego? Nie wiem co mnie do tego tak naprawdę nakłoniło, chyba po prostu zachciało mi się posiadać miejsce, gdzie mogę się wypowiedzieć i mieć przynajmniej złudzenie, że ktoś to przeczyta.
Reakcje? Nie zależy mi na tym, żeby czytający to co tu zamieszczę się z tym zgadzali. Jestem nawet za tym, żeby osoby które się z tym nie zgadzają, skomentowały dany wpis, napisały jaka jest ich opinia na dany temat. Tytuł, a właściwie podtytuł brzmi 'between reality and absurd' - pomiędzy rzeczywistością i absurdem. Będę się tutaj więc wyładowywał cały zapas ironii i sarkazmu jaki się we mnie nagromadzi w ciągu dnia/dni. Nie będę pisał regularnie.
O sobie? Studiuję w Sosnowcu, mieszkam w akademiku, uwielbiam muzykę i robię zdjęcia. Jestem raczej cichy, staram się znaleźć swoje miejsce w życiu. Słucham, patrzę, analizuję. Moje opinie nie są rewolucyjne, ani też nie są szokujące. Nie umiem pisać o sobie, tu chodzi o rozdarcie między pokazaniem prawdziwego siebie, a pokazaniem siebie w jak najlepszym świetle. Co mogę powiedzieć, dużo osób mi kiedyś powiedziało, że jestem dziwny.
Jestem ciekaw co z tego wyjdzie, czy będę miał dość cierpliwości i siły by prowadzić ten dziennik...
Dobranoc i powodzenia.
Gregoire
Doszło do tego, że założyłem dziennik internetowy, zwany dalej blogiem.
Dlaczego? Nie wiem co mnie do tego tak naprawdę nakłoniło, chyba po prostu zachciało mi się posiadać miejsce, gdzie mogę się wypowiedzieć i mieć przynajmniej złudzenie, że ktoś to przeczyta.
Reakcje? Nie zależy mi na tym, żeby czytający to co tu zamieszczę się z tym zgadzali. Jestem nawet za tym, żeby osoby które się z tym nie zgadzają, skomentowały dany wpis, napisały jaka jest ich opinia na dany temat. Tytuł, a właściwie podtytuł brzmi 'between reality and absurd' - pomiędzy rzeczywistością i absurdem. Będę się tutaj więc wyładowywał cały zapas ironii i sarkazmu jaki się we mnie nagromadzi w ciągu dnia/dni. Nie będę pisał regularnie.
O sobie? Studiuję w Sosnowcu, mieszkam w akademiku, uwielbiam muzykę i robię zdjęcia. Jestem raczej cichy, staram się znaleźć swoje miejsce w życiu. Słucham, patrzę, analizuję. Moje opinie nie są rewolucyjne, ani też nie są szokujące. Nie umiem pisać o sobie, tu chodzi o rozdarcie między pokazaniem prawdziwego siebie, a pokazaniem siebie w jak najlepszym świetle. Co mogę powiedzieć, dużo osób mi kiedyś powiedziało, że jestem dziwny.
Jestem ciekaw co z tego wyjdzie, czy będę miał dość cierpliwości i siły by prowadzić ten dziennik...
Dobranoc i powodzenia.
Gregoire
- Mood:
indifferent - Music:malcolm middleton - a brighter beat
